Dookoła zbiornika Nova Bystrica

O ile Czechy mam już coraz lepiej zeksplorowane rowerowo, to na Słowacji bywam o wiele rzadziej. Wynika to z zaobserwowanych podobieństw między polskimi i słowackim kierowcami, czytaj – wszystko co ma silnik i 4 koła chce Cię zabić. Ścieżek rowerowych jest przy polskiej granicy niewiele, a jak już są to pełne ludzi. Trasa dookoła zbiornika Nova Bystrica to jednak troche inna para kaloszy i jest to jak to mówią po zagranicznemu „hidden gem”. Cała trasa prowadzi ścieżkami niedostępnymi dla samochodów, dookoła jeziora, które jest zbiornikiem wody pitnej i trochę przypomina mi trasę wzdłuż wschodniego brzegu zbiornika Sance przy Starych Hamrach w Beskidzie Śląska-Moravskim.

Samochód najlepiej zostawić na parkingu przy głównej drodze, przed zjazdem w kierunku zapory. Zazwyczaj są też miejsca na zaporze, ale jako że objeżdżaliśmy jezioro w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, to nie chcieliśmy na sam koniec robić podjazdu pod zaporę. Droga dookoła zbiornika jest szutrowa, momentami z grubszymi kamieniami, nada się gravel albo MTB, na szosie raczej nie polecam. Do przejechania mamy ok 30 km.

Zaczynamy od podjazdu pod zaporę i jest to jeden z bardziej stromych podjazdów całej trasy. W dalszej mamy klasyczny rollercoaster góra – dół. Wokół jeziora nie ma praktycznie żadnych zabudowań, tylko dzika przyroda. Nie ma co opisywać każdego detalu tej trasy, krajobraz przez 99% jest jednolicie piękny – dzikie lasy, widok na nieskażone ręką człowieka jezioro, piękne puste polany, a w pewnym momencie w dali możemy zobaczyć szczyty Velky Rozsutec oraz Velky Kryvan z pasma Małej Fatry. Pomimo, że objeżdżaliśmy jezioro w niedzielę, w piękny letni słoneczny dzień, ruch na trasie był bardzo niewielki.

Więcej niż jakiekolwiek słowa powiedzą zdjęcia. Gravel paradajs z daleka od ludzi, a po rowerze możemy w centrum miejscowości uderzyć na bezalkoholowe piwo w jednym z barów w których czas się zatrzymał. Stali bywalcy nieśpiesznie raczą się zdecydowanie nie bezalkoholowymi trunkami, a świat na załączonym obrazu donikąd nie pędzi.

Dodaj komentarz