Na rowerze jeżdżę większość życia. Nigdy nie jeździłem wyczynowo, nie skupiam się na biciu rekordów, raczej na szukaniu kolejnych końców świata, gdzie czas stanął w miejscu. Nie znajdziesz na tym blogu testów sprzętu, super drogich rowerów czy ciuszków. Doceniam wygodny, lekki i szybki rower, ale nie jest to dla mnie priorytet. Lubię móc zostawić rower pod sklepem i nie martwić się, że w razie kradzieży stracę równowartość rocznej pensji minimalnej. Jeździłem w różnych miejscach na świecie, ale obecnie mieszkam w południowej Polsce i jako, że mam bardzo blisko do Czech i Słowacji, większość tras jakie opisuje będzie właśnie tam. Szczególnie, że Czechy to rowerowy raj. Tysiące ścieżek rowerowych poprowadzonych przez ulicę o mniejszym natężeniu ruchu. Nie ma tam za dużo tras typu Velo barierki. Za to jest cisza spokój i autentyczność.
„Warszawa, Trójmiasto, Berlin, Amsterdam, wszędzie być warto, tylko nie tam,
w rodzinnych miasteczkach waszych ojców wąsatych,
we wsiach spokojnych waszych nerwowych matek”
Te tereny, to jest to co chciałbym tu opisać. Dzika przyroda, architektoniczny wehikuł czasu do ubiegłego wieku albo dalej, to jest to co najbardziej mniej interesuje. Nieważne czy będą to Czechy, Słowacja, Łotwa, Hiszpania czy Norwegia.